Part III

„Centrum Dowodzenia” było pogrążone w jeszcze większym mroku, niż zawsze. Niebieskawe świetliste kule, zawsze świecące mocnym blaskiem, były przygaszone, prawie niewidoczne. Pani siedziała na swoim fotelu nieruchomo jak zawsze. Cisza panująca w pomieszczeniu także była naturalna, ale jednak… wydawała się jeszcze głuchsza niż zawsze.

Nagle powietrze przed tronem Pani zawirowało i chwilę później stał tam ktoś bardzo podobny do władczyni Riven, prawdopodobnie tej samej rasy co ona, jednak był on niewątpliwie mężczyzną. Pani nawet nie drgnęła, po chwili powietrze zapełniło się niemal namacalnymi myślami. Nie była to rozmowa myślowa; Pani i przybysz wymieniali myśli, w sposób natychmiastowy, jakby byli jednym umysłem.
~ Witaj, Zuichikaradzuyoi-sama. Dawno się nie widzieliśmy.
~ Witaj, Ansatsusha-chan. ~ Pani odwróciła wzrok w stronę przybysza. ~ Chcesz prosić o radę? ~ zapytała.
~ Nie, Zuichikaradzuyoi-sama. Przynoszę wieści od pozostałych z Zakonu.
W oczach Pani pojawił się błysk.
~ Mów.
Ansatsusha, Zabójca, usiadł na kolanach przed tronem Pani. ~ Pozostali mobilizują siły i radzą tobie, Przywódczyni, zrobić to samo. Nadchodzi wojna.
~ Już? Zdołali nas wytropić tak szybko? Mogłam kazać ich zabić, a nie zostawić na tej zniszczonej skorupie, która kiedyś była planetą. A przynajmniej nie burzyć tych ich przeklętych świątyń. ~ Zmrużyła oczy. ~ Riven nie jest gotowe. Przekaż pozostałym, że w jakiś sposób muszą odciągnąć ich od nas. Na najwyżej dwa lata. Wtedy dopiero będę mogła powiedzieć, że istnieje Flota Riven. Na razie… mam tylko Strażników. A oni… nic w tej wojnie nie zdziałają. Są potężną siłą, ale muszą walczyć z tymi calymi gangami z Riven. ~ Pani westchnęła. ~ Poproś Zakon, aby pomógł mi uporać się z tym drobnym, lokalnym problemem. ~ Spojrzała w dół. ~ Masz jakieś inne informacje?
~ Nie, Zuichikaradzuyoi-sama. Zakon wykona twoje polecenia jak dawniej. ~ Ansatsusha wstał. ~ Idę, skontaktuję się z pozostałymi. Żegnaj, Przywódczyni.
~ Żegnaj, Zabójco. Gdy wydasz polecenia, przybędziesz tutaj złożyć mi raport.
~ Tak, Przywódczyni.
Po chwili powietrze znów zawirowało i Pani znowu była sama, głęboko pod swoim miastem.

***

- Jak ją znajdziemy, szefie?
- Nie wiem.
Cała szóstka stała na dachu Jądra i spoglądała na miasto. Na wielki stóg siana, w którym mieli znaleźć maluteńką igiełkę. Pytanie zadała Rosanne, która teraz lekko uniosła się w powietrze.
- Musimy wymyślić jakiś plan. Znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Inaczej nigdy nam się nie uda wykonać zadania… szczególnie w terminie. – Tym razem na komentarz pozwolił sobie Sean, macając rękojeść swojego miecza. – A chyba nie chcemy nie wykonać zadania w terminie, prawda?
- Stuprocentowa prawda. – Jego brat, Dean, powiedział to, co pomyśleli wszyscy. – Szefie? Właściwie nic o niej nie wiemy, tak? Nie wiemy kim jest, skąd jest, kogo zna ani czemu tu jest, mam rację?
- Niestety. – Alyster uświadomił sobie właśnie, jak trudne – czy wręcz niemożliwe – zadanie postawiła przed nim Pani. Cholera, czemu trafiło właśnie na mnie? Czemu tylko miesiąc? Kim jest ta dziewczyna? Te, jak i wiele innych pytań krążyło mu w głowie i nie pozwalało Strażnikowi skoncentrować się. – Jest ósma rano. O ósmej wieczorem wszyscy mają być w naszym biurze; jeżeli coś ważnego nie będzie wam pozwalało się zjawić w terminie, dajcie mi znać w jakikolwiek sposób. Chcę usłyszeć szczegółowe raporty od każdego. – Odkaszlnął. – Chcę wiedzieć o każdym zdarzeniu na planecie, jakie może mieć znaczenie dla odnalezienia naszej poszukiwanej. Nikt nie może się dowiedzieć, kogo szukamy – Nie powiem tego o „dlaczego” szukamy, bo sami tego nie wiemy, przeszło Alysterowi przez myśl. – Dawno nie mieliśmy zadania, które wymagałoby takich środków. Znacie mnie, pewnie odwalę dwa razy więcej roboty niż każdy z was… ale w końcu szefuję temu zespołowi i spada na mnie najwięcej obowiązków. Wszystko jasne? Jakieś pytania?
Zgłosiła się Soana. – Szefie, działamy jako Strażnicy czy incognito?
- Nie widzę potrzeby ukrywania się, przynajmniej na obecnym etapie. Jeśli coś się zmieni, dam wam oczywiście znać. Wszystko? Do dzieła, drużyno – co powiedziawszy skoczył w dół i śmignął na południe. Niech to diabli, pomyślał. Jak mam ją znaleźć?

Sfrunął nad ulicę. Miasto wyraźnie obudziło się już do życia, gdyż na chodnikach było już dość tłoczno, a pojazdy repulsorowe zapełniały całą dozwoloną przestrzeń. Alyster mógł się już nie martwić dziwną pustką, dotarło do niego jednak, że w takich warunkach będzie trudniej znaleźć kogokolwiek, a już szczególnie dziewczynę, której nigdy wcześniej nie spotkał. Ludzie idą do pracy. Czemu kiedyś poszedłem za głosem serca i zostałem tym pieprzonym Strażnikiem do szukania kobiet spoza Riven? Właśnie, pomyślał. Spoza Riven. Mamy kontakt z trzema planetami zamieszkałymi przez istoty rozumne, ale na żadnej nie żyją ludzie o których wiemy, że są wstanie dotrzeć na Riven. Skąd więc mógł się wziąć w Riven człowiek spoza miasta?

Postanowił zostawić sobie te rozmyślania na później i zaczął przyglądać się tłumowi. Wykorzystał prostą magiczną sztuczkę, pierwszą z tych związanych z czasem. Aby móc się dokładnie przyjrzeć wszystkim przechodniom, zamiast spowalniać cały wszechświat – rzecz dość trudna – przyspieszył sam siebie, uzyskując ten sam efekt.

Żaden z przechodniów nie wyróżniał się specjalnie z tłumu – najwyżej kilka kobiet ubranych w trochę zbyt krzykliwe barwy. Alyster zrezygnowany chciał polecieć dalej, ale wpadł na pewien pomysł. Zawrócił w kierunku Centrum i po chwili był już w swoim gabinecie. Usiadł przed komputerem i połączył się z planetarną bazą danych.

Riven stało na wysokim poziomie technologicznym. Wszędzie elektronika, latające pojazdy – ale także zaawansowana broń, to, co było przekleństwem miasta. Istnieli Strażnicy, a ostatnimi czasy Pani postanowiła uformować regularne siły wojskowe. Szykujemy się do wojny na większą skalę? Tylko z kim? Mieszkańcy planet z którymi się kontaktowali riveńczycy nie wykazywali większych zdolności, na przykład do podróży międzygwiezdnej. Na jednej z nich żyły istoty prawdopodobnie ludzkie, więc to stamtąd najprawdopodobniej pochodziła poszukiwana. Jako Strażnik, Alyster miał dostęp do wszystkich zarejestrowanych wiadomości wymienionych przez cywilizacje. Czy któraś pośrednio nam przekazała, że potrafi używać magii do podróży międzygwiezdnych? Lub czy próbowali nam udowodnić, że nie wiedzą, co to magia? Jedno lub drugie potwierdziłoby hipotezę Alystera. Wtedy można by spróbować dowiedzieć się czegoś od tamtej cywilizacji.

W przeciwnym wypadku – kobieta prawdopodobnie pochodzi z nieznanej cywilizacji. Co wtedy? Na razie starał się o tym nie myśleć, tylko skupić się na przejrzeniu wszystkich rekordów. I analizowaniu ich.

——–

Komentować ;)

~ - autor: griwes w dniu 30 Październik 2009, 22:59.

Odpowiedzi: 4 to “Part III”

  1. aseeon, genialny komentarz :D

    Kolejnego parta spodziewajcie się na dniach ;)

  2. Beznadziejne te imiona, a tak to wporzo :D

  3. Aj, zauwazylem niekonsekwencje, poprawie jutro jak siade na kompa.

    ~fixed

  4. Wreszcie part III :)
    Jestem coraz bardziej wciągany przez Riven. Czekam na kolejne części ;]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.