Part II
Gdy tylko usiadł przed komputerem, by uzyskać zezwolenie na spotkanie z Panią, usłyszał w swojej głowie jej głos.
- ::Alysterze, masz zezwolenie na teleportację wprost do Sali Tronowej.::
Wstał więc od komputera i przeniósł się do Sali Tronowej, czasem nazywanej też “Centrum Dowodzenia” lub “Sercem Riven”. Jak poprzednio uderzyła go wielka pustka i mrok pomieszczenia. Ciągnęło się ono w ciemnościach we wszystkie strony, a nieliczne źródła światła były zawieszonymi w powietrzu świetlistymi kulami i świeciły na niebiesko, przez co chłód podziemnej groty, którą była Sala, był jeszcze bardziej odczuwalny. Podłoga była pokryta dziwnymi symbolami, wypisanymi kiedyś przez samą Panią. Po środku stał wykuty tysiące lat wcześniej w bazalcie tron, zwrócony w tym momencie do chłopaka tyłem.
- ::Podejdź tutaj, Strażniku:: – ponownie rozległ się w jego głowie głos Pani. Obszedł tron i stanął przed władczynią Riven.
Pani z pewnością nie była człowiekiem. Była wysoka, szczupła i tak chuda, że było wyraźnie widać jej szkielet, jednak wszystko wskazywało na to, że był to normalny stan jej ciała. Szyję miała długą, prawie czterdziestocentymetrową. Usta wąskie, szerokie na około 3 centymetry. Jej oczy nie były ułożone poziomo, ale pod skosem do góry i ich zewnętrzne kąciki sięgały prawie linii włosów. Jej uszy były prawie normalne, gdyby nie to, że z tyłu były spiczaste. Pani miała też kruczoczarne, proste, rzadkie włosy sięgające do podłogi. Nigdy nie opowiadała z jakiej rasy się wywodzi, prawdopodobnie była to jakaś rasa wymarła.
- ::Sprowadziłam cię tutaj, aby przydzielić ci zadanie, o którym będzie wiedziało w sumie siedem osób: ja, ty i twoi podwładni. Musisz odnaleźć pewną kobietę. Niewątpliwie jest ona człowiekiem, ale posiada umiejętności wystarczające do ukrycia się przede mną.::
- Pani, czy ona pochodzi z Riven, czy…
- ::Nie sądzę, by pochodziła z Riven. Prawdopodobnie z którejś z okolicznych wsi, których nie kontroluję osobiście. Pokażę ci ją. Nie wiem, jak to zrobisz, ale masz cztery tygodnie na znalezienie jej. Nie będę ci tłumaczyła dlaczego masz to zrobić. Taki jest mój rozkaz i masz go wykonać.::
- Tak, Pani. Możesz mi przekazać jej rysopis, Pani?
- ::Przekazuję ci drobną cząstkę swej mocy, która nauczy cię komunikować się mentalnie. Pokażę ci teraz w ten sposób jej wygląd, a ty przekażesz go swoim podwładnym. Więc patrz…!::
W głowie Alystera pojawił się obraz młodej, pięknej kobiety. Na oko była w wieku Strażnika. Miała jasnoblond proste włosy, sięgające do łopatek. Miała piękne, zielone oczy, zdające się przenikać wszystko, na co spojrzą. Jej twarz posiadały delikatne rysy, których nie pozazdrościłyby kobiety uchodzące ogólnie za piękne. Ubierała się dostojnie, te kilka wizji pokazanych przez Panią ukazywało ją w długich, czarnych sukniach.
- ::Pani, co mam zrobić jak ją znajdę?::
- ::Przyprowadzisz ją do mnie. Codziennie masz mi meldować mentalnie o postępach. Idź już.::
Alyster pokłonił się Pani i przeteleportował z powrotem do swego gabinetu.
- Wezwijcie pozostałą trójkę, mamy zadanie – rzucił do siedzących przy komputerach podwładnych i usiadł przy własnym.
***
- Słuchajcie, mamy robotę. Musimy złapać kobietę. Oto ona – przekazał podwładnym wygląd dziewczyny. Stał, opierając się o swoje biurko, a oni siedzieli na krzesłach przed nim.
Pierwszy od lewej był najstarszym z zespołu i pracował jako Strażnik od dwunastu lat. Nazywał się Olivier, był niski i miał krótkie, brązowe włosy i czarne oczy. Jego głównym zadaniem w zespole była obserwacja. Jego czarne oczy miały dziwną zdolność robienia “zdjęć” i przeglądania ich.
Drugie miejsce zajmowała trzydziestoparoletnia kobieta o zafarbowanych na niebiesko krótko przystrzyżonych włosach i z kolczykiem w nosie. Odnosiła się do prawie wszystkich w wyjątkowo bezczelny sposób i to ona przesłuchiwała ludzi. Wszyscy wołali na nią Rosanne.
Na trzecim krześle siedziała dziewczyna, która pracowała w oddziale od roku, a Strażnikiem była od pięciu lat; wstąpiła do organizacji w wieku szesnastu lat. Miała instynktowną zdolność kontrolowania czasu i często była wysyłana na solowe misje. Nazywała się Seona i codziennie zmieniała fryzurę, budowaną z pięknych, lekko rudych włosów. Wszystkim było wiadomo, że sypia z chłopakiem siedzącym na czwartym z krzeseł.
Siedział na nim wysoki, przystojny brunet, będący jej rówieśnikiem. Na imię miał Dean i miał doskonały słuch, pomocny przy szpiegowaniu. Obok niego siedział jego brat bliźniak, Sean, który od zawsze ćwiczył walkę mieczem i jako jedyny z całej szóstki posiadał miecz, który nazwał Shaelyn.
- Poza tym, przekażę wam zdolność mentalnego kontaktowania się z innymi. Tylko w ten sposób będziemy wykonywać narady i składać meldunki. Wy meldujecie mi, ja bezpośrednio Pani – spojrzał po swoim oddziale. – Nie wiem jak mamy tego dokonać, ale mamy miesiąc na znalezienie kobiety, o której wiemy tylko, jak wygląda. Do dzieła, łowy rozpoczęte!
———————
Dużo skromnych opisów postaci, wiem. Mam nadzieję, że się podobało. Uwagi tutaj lub gg: 8463007.

Ok, postaram się coś zrobić z czcionką.
Sam staram się czytać to, co piszę, ale – jak widać po godzinach zapostowania: “//można to tutaj poprawić, ale jest już 21sza” :P
Przeczytam i poprawię to, co mi się w oczy rzuci, zaraz leci trzeci part.
Jak piszesz powieść na blogu to czcionka mogłaby być większa.
A co do samej historii to jeszcze za mało żeby się na ten temat wypowiedzieć. Oprócz tego wypadałoby dać komuś do przeczytania to co napiszesz, a by poprawić najbardziej oczywiste błędy, których jest dużo w pierwszym wpisie, w drugim już mniej.