Dorwałem się w końcu do neta na kompie i mogę to w końcu wlepić. Enjoy!
———————-
947 lat po Bitwie o Riven
Układ gwiezdny, oznaczany w katalogach Floty Riven jako KDC-7623
329 lat świetlnych od Gineventu
„Duma” wyskoczyła z tunelu przestrzennego dokładnie sto tysięcy kilometrów od trzeciej planety układu, oznaczonej KDC-7623-3, na której znajdowała się tajna baza Wywiadu Floty. Okręt flagowy Strażnika-admirała Alystera leciał właśnie do tej placówki, aby osobiście odebrać dopiero co zdobyte dane – posiadające podobno niemożliwą do przecenienia wartość.
- Raport, komandorze?
- Jesteśmy na kursie przechwytującym względem wyższej stacji orbitalnej. Wszystkie systemy sprawne, silniki na siedemdziesiąt procent mocy. Przyspieszyć, admirale?
- Do osiemdziesięciu procent, resztę energii proszę trzymać w pogotowiu do uaktywnienia tarcz wokół flotylli, która zaraz wyskoczy. Lecimy na akceleracji jeszcze trzydzieści pięć tysięcy kilometrów, potem na luzie. Siedemdziesiąt pięć kilometów od stacji cała wstecz aż do prędkości dziesięciu kilometrów na sekundę i wchodzimy na orbitę stacji, stajemy trzydzieści kilometów za nią. – Alyster spojrzał na tą wielką, martwą skałę, na której ktoś postanowił stworzyć bazę wywiadu. – Rufą do stacji.
Oficera zdziwiła trochę ostatnia komenda, o czym świadczyła chwila wahania, ale chwilę później regulaminowo zasalutował i przeszedł na przednią część mostka, aby wydać rozkazy.
„Duma” była gwiezdnym krążownikiem klasy Gamma IV, które były największymi znanymi okrętami we Wszechświecie. Trzynaście kilometrów trzysta dwadzieścia pięć metrów długości, w najszerszym miejscu siedem kilometrów szerokości, wysoki na trzy kilometry w miejscu, gdzie z najwyższego pokładu wyrastał mostek. Pierwsze trzy kilometry dziobu były poziomo spłaszonym stożkiem, który w dalszej części statku zmieniał się w gruby na dwa i pół kilometra i szeroki na sześć prostopadłościan. Na wysokości mostka, trzy i pół kilometra przed rufą, okręt delikatnie się rozszerzał, aż do osiągnięcia siedmiu kilometrów na rufie. Dwieście metrów przed mostkiem na spodzie okrętu zaczynało się trójkątne wybrzuszenie, grube prawie na pół kilometra, które na rufie było szerokie na trzy kilometry i kończyło się trzema silnikami. Była to bodaj największa kapsuła ratunkowa, jaką kiedykolwiek zbudowano. Sam okręt posiadał aż dziewięć wielkich silników, które zajmowały właściwie całą szerokość rufy; były to prostokąty, szerokie na ponad sześćset metrów i wysokie na czterysta.
Gdyby uruchomić wszystkie naraz, na pełną moc, okręt uzyskiwał przyspieszenie rzędu pięciu kilometrów na sekundę kwadrat. Silniki hamujące na dziobie dawały przyspieszenie wsteczne rzędu trzech kilometrów na sekundę kwadrat. Dodatkowo manewrowanie poziome odbywało się wyłącznie silnikami głównymi i hamującymi, a pionowe – wolniejsze – silnikami kapsuły i podobnymi nad okrętem.
Krążowniki Gamma IV były także najszybszymi w tej wojnie. I najlepiej uzbrojonymi.
Ich produkcja zaczęła się niemal sto lat wcześniej, ale do teraz niczego potężniejszego nie zaprojektowano. Jeden, „Duma”, był okrętem flagowym Alystera. Podobnymi okrętami dysponowali jeszcze czterej główni dowódcy Floty Riven, a także kilku dowódców z innych planet.
Flagowa flotylla Zuichikaradzuyoi składała się z dziewięciu G-czwórek i nigdy nie zatrzymywała się w jakimkolwiek – za wyjątkiem miast – systemie na więcej niż skok czy jedna potyczka.
W ciągu prawie dziewięciu i pół wcześniejszych wieków Alyster i jego kompani poznali na sobie działanie zaklęć długowieczności Zakonu i spotkali większość jego członków. Miast było w sumie czternaście, z czego sześć było kontrolowane przez więcej niż jednego Lisza; nie dowiedzieli się jednak jeszcze, kim tak naprawdę są Lisze. I, jak sądzili, nie dowiedzą się jeszcze przez kilkaset lub kilka tysięcy lat.
Alyster rozejrzał się z fotela – a właściwie tronu – admiralskiego po mostku „Dumy”. Po tych wszystkich latach poznał ten okręt jak własną kieszeń, sam przeszedł wszystkimi korytarzami i zwiedził wszystkie pokłady. Sam nadał mu nazwę, sam wybierał większość załogi, zostawiając swoim podwładnym wybór tylko mechaników, elektryków i im podobnych. Swój fotel admiralski też sam zaprojektował, jednak mimo jego polecenia, by był jak najskromniejszy, wydawał mu się on prawie tak nieskromny jak ten, na którym zasiadała Pani, na mostku „Zagłady”.
Mostek G-czwórek był genialnym połączeniem dzieła sztuki i pomieszczenia użytkowego. Znajdował się w nadbudówce trzy kilometry od rufy statku; za samym mostkiem nadbudówka przypominała statek awaryjny pod pokładem okrętu. Sam mostek był połową elipsy, długi na dwadzieścia i szeroki na piętnaście metrów. Wszędzie poza tyłem mostku znajdowały się iluminatory, pod którymi stały główne konsole sterowania i wydawania rozkazów. Za nimi znajdowały się pomocnicze konsole, które przekazywały dane diagnostyczne i służyły do sterowania tarczami i uzbrojeniem.
- Admirale, flotylla wyskoczyła z tunelu.
- Doskonale. Wysłać zapytania o stan do każdego z okrętów i transportowców – standardowa procedura, a i tak muszę te rozkazy wydać, pomyślał ze znużeniem Alyster.
***
- Wyskoczyliśmy, pani pułkownik. Systemy zielone, silniki na sto procent.
- Świetnie, kapitanie. Wchodzimy na kurs „Dumy”, po jej prawej burcie, o pół szerokości G-czwórki. Gotowość na prawej burcie, opuścić tarcze na lewej.
Pani pułkownik Floty Riven, Seona, rozsiadła się na skromnym fotelu kapitańskim. Eh, Alyster chciał mi dać swój fotel, byleby nie musiał zajmować swojego, zaśmiała się w myślach. Ale okrętu mi nie chciał oddać, ten pan admirał.
Ruchem ręki przywołała do siebie podręczne konsolety. Rzuciła okiem na szczegółowe dane diagnostyczne i, widząc, że wszystko w porządku, wprowadziła komendę wysłania informacji do „Dumy”. Alyster lubił dostawać informacje zanim o nie poprosił.
- Pani pułkownik, zapytanie o da… – kapitan rzucił znów okiem na główną konsoletę komunikacyjną i zamilkł, uśmiechając się konspiracyjnie do Seony. – Przepraszam, pani pułkownik.
- Nie ma sprawy, kapitanie. Proszę wyłączyć tarcze, weszliśmy w ich pole.
- Tak jest, pani pułkownik.
Teraz już mogła się całkiem rozluźnić. Skakali przez dziwny tunel przesztrzenny, którego nikt nie sprawdzał od jakiś sześćdziesięciu lat. Wszystkie zielone, dobrze poszło.
Latała starym, poturbowanym niszczycielem klasy Pi II, „Motylem”. Miał ponad trzysta lat, ale i tak ciągle odmawiała wymiany go na nowy. O ile Alyster znał okręt jak własną kieszeń, to ona potrafiła kontrolować cały statek bez niczyjej pomocy. Może nie wykorzystywała wtedy całej siły ognia, ale i tak spokojnie to wystarczało. Pi-dwójki miały tysiąc metrów długości i dwieście szerokości i zmieściłyby się w hangarze statku awaryjnego „Dumy”, ale manewrowały znacznie łatwiej niż G-czwórki dzięki dziesiątkom silniczków manewrowych.
- Sprząc manewrowanie z „Dumą”, ale zostać na stanowiskach. Pilnować, by wszystko pozostało zielone.
- Tak jest, pani pułkownik.
***
Gdy Olivier wszedł na mostek, jego „Ostrze” było już na kursie powyżej i lekko z tyłu „Dumy”. Eh, jak zawsze spóźniony na mostek, pomyślał, sadowiąc się na fotelu kapitańskim.
- Pułkowniku, systemy zielone, odpowiedzieliśmy na zapytanie o stan z okrętu dowodzenia.
- Dziękuję, poruczniku.
„Ostrze” było nowiutkim, średniej wielkości okrętem wojennym, lekkim krążownikiem klasy Delta I. Półtora kilometra długości i trzy czwarte szerokości oraz kształt klina sprawiły, że okręt spodobał mu się od razu, gdy zobaczył projekt. Po stracie swojego Pi II w jednej z ostatnich bitew, zaprezentowano mu bodaj trzydzieści statków na wymianę starego. Zapamiętał wszystkie i po kilku dniach zdecydował się na D-jedynkę.
- Wyłaczyć tarcze, ale pozostawić je w gotowości do natychmiastowego odpalenia.
- Tak, poruczniku.
***
Ostatnim z okrętów we flotylli był „Orzeł”, ciężka fregata wojenna klasy Sigma IIIA. Sigmy były starymi okrętami, pamiętającymi czasy czterysta lat wcześniej, ale „Orzeł” został niedawno wyremontowany i rozbudowany, dzięki czemu był długim na kilometr, szerokim na dwieście i wysokim na sto metrów prostopadłościanem. Deanowi jednak całkowicie wystarczał, gdyż w dalszym ciągu był wstanie wyrządzić wiele szkód, a Sigmy miały zdaje się najgrubszy pancerz z okrętów ich wielkości. Stara, ale wciąż jara niezniszczalna konserwa, jak lubił go nazywać. A jedną z modyfikacji, które zaowocowały zmianą oznaczenia okrętu z S-III na S-IIIA były najczulsze we flocie sensory.
- Sensory na pełną moc, informować natychmiast o wszystkim co się pojawi i jednocześnie od razu wysyłać dane na „Dumę”.
- Tak jest, komandorze.
***
- Wysłać sygnał „Gniazdu”, niech przyleci tutaj jak najszybciej.
- Tak jest, admirale – odparł oficer łącznościowy i wstukał kilka poleceń na konsolecie. Po chwili odezwał się znowu. – Będą za dwadzieścia minut, admirale.
- To dobrze. Później całą flotyllą lecimy się spotkać z „Zagładą”.
- Z „Zagładą”, admirale…?
- Tak. Wierzę, że te informacje, które dostaniemy za chwilę, będą na tyle ważne, że trzeba będzie je przekazać osobiście. Prześlij tą wiadomość do „Orła”, „Ostrza” i „Motyla”, gdy pojawią się „Gniazdo” i „Słuchacz” – im także.
- Tak jest.
